Tytuł piosenki i posta w pełni oddają mój stan myśli na teraz. Jak nigdy trafione w dziesiątkę.
Na pewno, już po przemyśleniach życia.
Bo jeszcze parę godzin temu wszystko wyglądało wkurwione jak w filmie "Upadek".
sobota, 6 lipca 2013
środa, 3 lipca 2013
Na razie tyle
1920
– Polska
1923
- Monachium
1926
– Warszawa
1927
– Warszawa
1930
– Paryż
1933
– Nowy Jork
1933
– Berlin
1934
– Prusy Wschodnie
1935
– Warszawa
1936
– Lwów
1937
– Los Angeles
1939
– Gdańsk
1943
– Zurych
1945
– Niemcy
1946
– Watykan
1947-50
– Argentyna
1959
– Paryż
1960-61 – Rzym
1964
– Tokio
1965
– Londyn
1966
– Moskwa
1968
– Meksyk
1969
– Londyn
Takie krótkie rozważania
Obraz
mapy wszechświata, zarejestrowany przez satelitę Planck, jak
najbardziej skłania mnie ku teorii powstania w wyniku zderzenia
bran.
Zadziwiający
obraz jaki się wyłania, przy powiększeniu, daje możliwość
zaobserwowania połączeń galaktyk w supergalaktyki a te z kolei w
gromady supergalaktyk. I wszystko ze sobą powiązane, połączone
'nićmi'.
To
bardzo przypomina łączenia neuronowe, za pomocą synaps.
Zupełne
podobieństwo. Intrygujące?
Z
dwóch nieznanych, większą 'siłę oddziaływania' daję stanowczo
dla ciemnej energii. Również niezbadana, ciemna materia,
nieznacznie jej ustępuje.
W
sumie to przeczy wielu teoriom, ale uważam, że jeśli coś istnieje
musi mieć jakąś masę. Chociaż fizyka kwantowa, teoria strun,
bran, M-teoria są tak zadziwiające, że może się zdarzyć iż
jakieś cząstki mają masę... ujemną.
Światło
(fotony) nie są najszybsze we wszechświecie. I w chwili inflacji
ale i teraz. I dotyczy to stałej prędkości w próżni. Na pewno
istnieją obiekty o większej prędkości. Strun też do niedawna nikt nie wyobrażał sobie.
A
skoro na krańcach (obrzeżach) wszechświata pędzą wciąż fotony
wyzwolone podczas wielkiego zderzenia, wybuchu, prawie 14 mld lat
temu, to czas tam nie powinien istnieć.
Albo
inaczej – czas jest zerowy.
A
jeśli w nicość uderza (wpada) coś co nie ma masy, a samo porusza
się w bezczasowym niczym, to...?
poniedziałek, 1 lipca 2013
Jest gorąco!
Jak
na razie jest cudownie, piknie i wesoło.
W
takich rytmach to można się delektować i delektować i delekto....
Umcia
umcia cia cia...
Brasil
samba
I kolejny taniec, już trzeci...:)
Ha ha ha ha
I kolejny taniec, już trzeci...:)
Ha ha ha ha
niedziela, 30 czerwca 2013
Zapach tataraku
Zapach
wsi. Różności – zapach zsiadłego mleka, antonówek, gruszek,
gotowanych obierek, kiełbasy, czarnych porzeczek, chleba, młodych
ziemniaków na skwarkach, pola w sierpniu, rosy... Mnóstwo zapachów.
I
właśnie ten chleb.
Pamiętam
jego zapach, wypiekany czy świeży przywożony do sklepu. Skórka
smakowita, a jeszcze pozostawał środek do wyjadania:)
Ale
nigdy nie próbowałem tego jednego, zasłyszanego od starszej
sąsiadki na działce.
Opowiadała
jak jej matka, tuż po wojnie, wypiekała chleb na wsi. Na tym
zarabiała. Na liściach chrzanowych i liściach tataraku. I nie
pochodziła z Kresów.
Gdy
chleb był gotowy, niesamowity zapach roznosił się po okolicznych
gospodarstwach. I to była informacja dla wszystkich mieszkańców,
że można już przyjść.
Piszę
niesamowity, ale ja tego zapachu nie znam. Co prawda pamiętam tuż za
gospodarstwami spore kompleksy wodne, stawy pełne ryb i ten piękny
tatarak rosnący. Podchodziłem, kilka razy łodzią z wujem
podpływaliśmy.
Ale
samego zapachu chleba pieczonego na liściach tataraku nigdy nie
doświadczyłem.
sobota, 29 czerwca 2013
wtorek, 25 czerwca 2013
niedziela, 23 czerwca 2013
A teraz...wakacje :)
I
rozdane i zadowolony jestem.
Moja
uczennica zakończyła rok szkolny radośnie o czym nie zapomniała
mnie poinformować.
Czerwony
pasek na świadectwie wprawił mnie w dobry humor.
Dumny
jestem, a co!
Jedziemy
autostopem:)
sobota, 22 czerwca 2013
Uczę się polskiego
Trzeci
w kolejce w kiosku.
Sprzedawczynie
zawsze coś oferują dodatkowego. O.K. - rozumiem.
Do
pani pierwszej - „może jeszcze zapalniczka i 'ViVa!'?”
Do
drugiej – „a może 'Gala'? Jest najnowsze wydanie”.
Ciekawe
co mnie zaproponuje i co śmiesznego odpowiem...
Podchodzę
– może zapalniczka i... spojrzała... „Polityka”? Odechciało
mi się.
Psze
panią / pani / panienko / panico / dziewico- „Polityka” to
nigdy.
Gdyby
mi pani zaproponowała „Forum” - to tak!
A
poza tym to program TV.
A
w programie znalazłem dwa słowa, których znaczeń wcześniej nie
znałem.
No
proszę, człowiek uczy się całe życie. Są wyrazy trudne,
nieznane, w ogóle mało używane.
Rayon
/ rajon mi chyba przeleciało przez łeb wcześniej, ale doprawdy to
za trudne dla mnie.
Jednak
już zupełna porażka nastąpiła przy słowie „dropiaty”. I ja
to nie wiem, czy to wstyd czy nie? No kurde.
I
chodziło o konia w opisie filmu.
To
ja może napiszę o slangu niedługo, bo się noszę z tym zamiarem
od wielu miesięcy.
Kurde,
ale dropiaty...???
Poddaję
się.
„Nie
kąpiesz się dla mnie w pieszczocie pian”
„Idziemy
z gnatem po prośbie. To nie dolina ani klawisz, to gruba bara. Jak
nie wystawimy i będzie obciach, dostanę dokoła macieju. O mnie
kuma każdy śledź.”
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Strzelmy randoma przed barem
No
dobrze, rozwinę temat ale nie za bardzo.
Wspomniałem
o tym w komentarzu u Ilenki: Do biegu! Gotowi! Start?
Tak
to prawda, obstawiałem samolot Luftwaffe (sic! - bo był wojskowy) z
prezydentem Niemiec na pokładzie.
Ochranialiśmy
dwa transportowce Boeinga z obligacjami i pieniędzmi wydrukowanymi w
Londynie. Miliony...:)
Byłem
świadkiem poczynań naszego kosmonauty na terenie Spec Pułku
Rzadowego na Okęciu. Jego w sumie też ochraniałem wtedy.
Polowałem
na uzbrojonego mordercę i gwałciciela, w lasach północno-zachodniej
Polski. Dostaliśmy taki rozkaz. Nie udało się nam, ale w pobliskim
powiecie wpadł po dwóch dniach.
Miałem
pod opieką zabójcę, którego dostarczyła Żandarmeria, bo nie
mieli u siebie miejsca. Trzeba było na niego uważać; zabraliśmy
mu sztućce by sobie przypadkiem nic nie zrobił – wtedy 'w modzie'
nie były jeszcze samobójstwa, ale trzeba było mieć na niego oko.
I
największa akcja to 'polowanie' i zabezpieczenie lotniska, gdy jeden
palant poszedł na tamten teren z bronią, a drugi z kaburą z której
wystawał magazynek do kbk AK 47. To była najpoważniejsza operacja.
Celem akcji było 'zabezpieczenie tych gamoni' przed konsekwencjami
swoich poczynań. Byłyby z tego problemy prokuratorskie i to sporego
gatunku. Na szczęście się udało.
Do
dziś świetnie strzelam, ze 100 metrów 5 pocisków umieszczam w
10-ce. Potrafię rozebrać z opaską na oczach karabin i złożyć go
natychmiast.
Podczas
ćwiczeń, korzystałem z około 60 sztuk Kałasznikowa. Tysiące
wystrzelonych pocisków, w czasie prawie 8 godzin na strzelnicy.
Oj
dawno nie miałem żadnego gnata w ręku, chyba czas poćwiczyć
znowu.
Jaki
agent z bronią, taki i naśladowca.
niedziela, 16 czerwca 2013
Se piosenkę przetłumaczyłem
Pod
względem tekstu zapewne nie jest to najlepsza piosenka. Chociaż...:)
'In
the Ghetto' jest u mnie faworytem murowanym.
Ale
„Diabełek w przebraniu” rytmem grany i śpiewany jest
zdecydowanie najfajniejszy dla ucha. Lubię i tyle. Pogibać się i
babariba też:)
Nie
podobają mi się tłumaczenia tej piosenki zamieszczone w kilku
miejscach w internecie, więc po raz drugi tłumaczenie własne.
Pierwsze było dawno temu, na starym blogu, piosenka „I'd love to
change the world” zespołu Ten Years After.
Tekst
prościutki, ale dokonałem wyboru i raczej w słowach z puszczonym
okiem niźli o poważnym jakimś konflikcie... z kobietą?
Nie
wiem jak to wyjdzie, za chwilę się zabieram, mam nadzieję, że
może komuś się spodoba. A może odpowiedzieć na apel Manna o
tłumaczenie tej piosenki i wysłać?
W ogóle nie wiem co mi odbiło, że mi się ten utwór przypomniał i se piszę tak.
„Devil
in Disquise” - „Diabeł w przebraniu”
Wyglądasz
jak anioł
Poruszasz
się jak anioł
Mówisz
jak on
Ale
wreszcie zmądrzałem
Jesteś
diabłem w przebraniu!
O
tak!
Diabeł...
Zwodziłaś
mnie pocałunkami
Oszukiwałaś
i ciągle kombinowałaś
Chyba
tylko w niebie wiedzą jak bardzo
A jesteś
zupełnie inna...
I
niby jesteś
Chodzącym
aniołem
I
wyglądem i słowami
Ale
cię przejrzałem
Udajesz, diablico!
Właśnie tak
Czułem,
że jestem w niebie
I
nagle zaskoczenie...
Niebiosa!
Wspomóżcie mnie
Nic
nie przeczuwałem takiego
W
niej...
Aniele
I
mówiłaś, i patrzyłaś
I
z gracją
I
nagle
Diabeł
w przebraniu!
Tak
właśnie, jesteś
Diabłem
z przebraniu
Jesteś
Czortem
Jesteś,
kosmata diablico!
O
taak!
Ale to jeszcze nic. Prawdziwy rarytas. Dodatkowe wykonanie, próby z zespołem, nagrywane w studio. Nie znam się na tym, ale w komentarzach piszą, że zdjęcia odnalezione i zamieszczone to jest dopiero słodycz dla wielbicieli Elvisa.
No robi wrażenie ta druga muzyczka, oj robi :)
No robi wrażenie ta druga muzyczka, oj robi :)
czwartek, 6 czerwca 2013
Jazzbabariba, Aga się kiwa
Przy
porannym rozjaśnieniu, po nocy bezsennej, przy aromacie palonego
drewna znad filiżanki a może i korzennym z cynamonem
Zajrzała,
schowała się, znów zajrzała w stronę ust dziewczęcych
I
nieśmiało zabrzmiała cool czarnym głosem
A
i niewiasty brzmieniem soft
I
dziewczyna, kawa i jazz stały się jednym
Na
chwil dłużej
Niespodzianka...
Jeszcze
deszcz się dobija
Ile
to tego szczęścia na raz?
Odurzenie,
błogość, przyjemność
Znalazłem
coś jazzowego, dla Agi właśnie. Gdy tylko usłyszałem,
wiedziałem, że ją tym zaskoczę i że się jej spodoba.
Ale...
Zawstydzony
nieobecnością w ramionach jej 'słownych kartek', szukałem
dalej, bo jeden kawałek to mało. Przeleci a zapach znad filiżanki
wciąż intensywny.
I
cud nastąpił.
Na
starym blogu kilkakrotnie użyłem słów - jazzbabariba, babariba
coś tam się kiwa.
Przez
kilkadziesiąt lat, od małego, nie wiedziałem skąd mi w głowie
zakotwiczyło właśnie to babariba. I do tego do rytmu, do muzyki.
Do
tej jedynej chwili, kiedy potrafię tylko ten początek zagrać na
pianinie czy fortepianie, tak jak słychać na wibrafonie.
Za
sprawą Agi, dzisiejszej nocy, tuż przed 3...
Lionel
Hampton – Hey Ba Ba Re Bop
Odnalazło
się po tylu latach! Babariba!
Specjalnie
dla Ciebie, na te chwile nocne i poranne, trzykrotnie zamknij oczy...
To
co mam nadzieję się spodoba
To
co po latach odkryte i tak pięknie brzmi z publicznością Olimpii
I
trochę gwiezdnego pyłu
Jazzbabariba
Aga się lekko kiwa :)
Złodziejaszek
To
cholera z niego i dzięcioł.
Bezczelnie
podpatrzył ruchy u Forresta Gumpa.
Mnie
zakosił tytuł.
I
taki z tego efekt.
wtorek, 4 czerwca 2013
Szeryfie, prawa ręka znowu na kaburze
Plakat
promujący, zachęcający do wyborów w 1989 r. przedstawiał Gary
Coopera jako szeryfa Kane'a z filmu „W samo południe”.
To
jeden z najlepszych filmów tego gatunku, klasyk kina w ogóle.
W
końcowej scenie, po rozprawieniu się z przybyłymi bandytami,
właśnie w tytułowym środku dnia, samotnie ( nie licząc kilku
strzałów) – bo nikt z miasteczka nie chciał, nie wierzył w sens
pomocy szeryfowi, Kane oddaje odznakę szeryfa, wsiada do dorożki z
ukochaną i opuszcza mieścinę.
Nie
neguję osiągnięć Polaków, tych którzy walczyli, walczą o nasz
kraj. Dostrzegam przemiany, widzę inność kraju nad Wisłą. Ale...
Gdybym
miał siłę sprawczą, nakazałbym Cooperowi zawrócenie, ponowne
naładowanie broni i wykończenie do końca tych co przybyli, co się niestety gdzieś ukryli.
Ten
kraj nadal jest zjebany. Okradany, oszukiwany, wykańczany interesami
partyjnymi, interesami byłych prominentów. I ja się z tym nie
zgadzam i widzę całe zło i podłość tych baranów.
Kane!
Zawracaj i dokończ to wszystko. Spierdolili to na maksa... I
bezczelnie robią w miasteczku co chcą, a uczciwi ludzie cierpią.
Subskrybuj:
Posty (Atom)