środa, 31 lipca 2013

Przebudzenie

Spokojny poranek.
Obudzony, swobodnie deszczowy.
Kawa z domieszką melancholii na minuty jazzu.
I miasto wciąż w płaszczu powitania.
Insomnia odchodzi jednak naprędce.
Niezrozumiale łacińska
Buenos...
Przy otwartym oknie, w kamienicy.
Oparty o ścianę spogladam na biurko
Cierpliwie czeka Cortazar, Llosa, Quiroga, Paz, Sábato, Borges
Moanin' nabiera ochoty na spacer uliczkami
By zderzyć się z bandoneonem
To być może jedyne takie miasto
Wymarzone
Widokiem dwóch kolorów
Niezamazane wizjami




1 komentarz:

  1. Przywitałem się radośnie z deszczem porannym, witając go spojrzeniem i wyciągniętymi ramionami. Mile łagodził mi twarz.

    OdpowiedzUsuń